Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 lutego 2017

Święto zakochanych (w czekoladzie), czyli rzecz o truflach



Obchodzicie Walentynki? Ja też nie. Ale uważam, że każda okazja jest dobra, by świętować. Jeśli nie miłość do kogoś, to chociaż miłość do czekolady. Bo ta nigdy nie przeminie, a czekolada zawsze zrozumie. Tę miłość rzecz jasna można z kimś dzielić, to nawet wskazane. A wspólną pasję bezwzględnie należy pielęgnować! Czy można czynić to lepiej, niż poprzez turlanie słodko-gorzkich, czekoladowych trufli?

Jeśli więc kochacie czekoladę - ten przepis jest dla Was.
Jeśli jednak obchodzicie Walentynki i potrzebujecie doskonałego wyznania miłości - (nie będziecie zaskoczeni) ten przepis jest dla Was.
Jeśli nie ma żadnej okazji, ale głupio tak po prostu zjeść tabliczkę czekolady - patrz wyżej.

czekoladowe trufle


Błyskawiczne trufle czekoladowe
quick chocolate truffles

250 g gorzkiej czekolady 70%
100 ml śmietany 30%
50 g masła
1 łyżka likieru orzechowego
gorzkie kakao

Śmietanę wraz z masłem umieść w rondlu i podgrzej, nie doprowadzaj do wrzenia. Do gorącej mieszanki dodaj posiekaną drobno czekoladę i odstaw na 1-2 minuty. Za pomocą trzepaczki dokładnie wymieszaj wszystkie składniki, aż uzyskasz gęstą i jednolitą masę. Dodaj likier i ponownie wymieszaj. Masę czekoladową przelej do szerokiego naczynia i schowaj do lodówki na 30-60 minut. Gdy masa stężeje (ale nie będzie całkiem twarda), uformuj z niej kulki i obtocz je w gorzkim kakao. Przechowuj w lodówce.

czekoladowe trufle

piątek, 7 października 2016

Zielona (choć biała) czekolada i trudne powroty

Dawno mnie tu nie było, prawda? Cóż, czas szybko płynie i nim się człowiek obejrzy, BACH! Mija ponad rok, gdy ostatnio coś tu napisałam. Wolnego czasu było coraz mniej, motywacji niewiele więcej. Życie na swoim okazało się bardziej rozleniwiające nic jakiekolwiek inne doświadczenie. 

Mimo to blog żył trochę własnym życiem i widzę, że sporo osób tu zagląda. To całkiem miłe uczucie, że ludzie nie zapominają i bodziec, by jednak spróbować wrócić na znane mi tory. Bez presji. Z przyjemnością. Dlatego dzisiaj coś prostego i pysznego, dla fanów nietypowych słodkości.




Biała czekolada z herbatą matcha i liofilizowanymi truskawkami
strawberry matcha white chocolate treat

400 g dobrej jakości białej czekolady
2 łyżki herbaty matcha
20 g liofilizowanych truskawek
płatki kokosowe (opcjonalnie)

Białą czekoladę połam na drobne kawałki i rozpuść w kąpieli wodnej. Dodaj do niej przesianą przez sitko herbatę matcha. W razie potrzeby dodaj więcej herbaty, niż w przepisie. Do masy dodaj 1/3 truskawek i dokładnie wymieszaj. Niedużą, prostokątną blachę wyłóż papierem do pieczenia, przelej do niej czekoladę rozprowadzając ją równomiernie. Wierzch udekoruj truskawkami i płatkami kokosa. Gotową czekoladę schładzaj przez około 1h w lodówce, aż stężeje. 



środa, 12 listopada 2014

Tort dla nietortowych (i wyniki konkursu)

Pogoda nie przestaje mnie zaskakiwać. Pamiętacie taki listopad? Chyba nigdy się nie wydarzył. Na spacery z psem wychodzę w cienkiej kurtce i trykotce, wieczorem nie muszę zakładać rękawiczek. W południe można otworzyć okna i przewietrzyć mieszkanie, czuć lekkie powiewy ciepłego wiatru. Powietrze jest czystsze, bo nie ma potrzeby ogrzewania domu (aż tak bardzo).
Jeśli o mnie chodzi, taka pogoda mogłaby się utrzymać do świąt. Potem 3 dni śniegu (bo święta bez śniegu.. to nie święta) i znowu pogodna jesień.
Dzisiaj było równie pięknie, choć nie było mi dane korzystać z uroków dnia. Lekko struta (dosłownie) snułam się po domu, a jedyne, co mogłam zjeść do kromka chleba popita gorzką herbatą. Żadna atrakcja, bardzo nie polecam. Ale skoro miałam tyle wolnego czasu, postanowiłam upiec zaległy tort. Ktoś mógłby powiedzieć "nie możesz nic jeść, a pieczesz tort? oszalałaś?!". Ale to był najlepszy wybór, bo fanką tortów nigdy nie byłam. Nawet tych czekoladowych. Spróbowałam tylko kremu, a na próbę wystawiłam resztę domowników. Podobno jest pyszny, wilgotny i mocno czekoladowy. I na dodatek bezglutenowy!

Bardzo podobny tort piecze moja babcia, biszkopt to jej autorska receptura. To jedyny tort, który jadam.. gdy mam dobry dzień ;) Jest banalny w wykonaniu i pasuje niemal do każdego kremu. Upiekłam go w bardzo małej blaszce. W przypadku standardowej tortownicy (ok. 26 cm średnicy) wystarczy podwoić ilość składników.

Przy okazji - wyniki konkursu z Magazynem Maszkety!
Łatwo nie było, więc o pomoc w wyborze musiałam poprosić moją dobrą znajomą - Sandrę (sława!). Okazało się jednak, że mamy podobne typy i tym sposobem wygrała historia o pieprznym jabłeczniku autorstwa Asik ;)

"Popisowym ciastem mojej ś. p. Mamy był jabłecznik.
Kiedyś, kiedy była chora, chciałam jej zrobić przyjemność i upiec go. Wiedziałam doskonale jak się go robi, bo zawsze piekłyśmy razem. Ciasto wyszło idealnie. Szkoda tylko, że zamiast cynamonu na jabłka, nasypałam pieprzu ziołowego... W końcu w słoiczkach wyglądał tak podobnie... :/
"

Serdecznie gratuluję i życzę jak najmniej takich wpadek ;)



Bezglutenowy tort orzechowo-czekoladowy
wg receptury mojej babci Gieni
tortownica ø 18cm

Biszkopt
130 g zmielonych orzechów włoskich
5 jajek (oddziel żółtka od białek)
6 łyżek cukru pudru
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia (bez dodatku mąki)

Masa
300 g miękkiego masła
200 g gorzkiej czekolady
50 g gorzkiego kakao
100 g cukru pudru
3 łyżki mascarpone

dodatkowo - kwaśna konfitura/dżem (u mnie z mirabelek)


Nastaw piekarnik na 160 st. C.
Zacznijmy od biszkoptu. Żółtka zmiksuj z cukrem pudrem na puszystą, jasną masę. Dodaj zmielone orzechy, proszek do pieczenia i porządnie wymieszaj. W osobnym naczyniu ubij na sztywno pianę z białek. Za pomocą drewnianej łyżki wmieszaj ją do masy orzechowej, możliwie delikatnie. Masę przełóż do tortownicy, wyrównaj i włóż do piekarnika. Piecz przez 30 minut w temperaturze 160 st. C, następnie zwiększ temperaturę do 180 st. C i piecz przez kolejne 30 minut. Studź w piekarniku.

Czekoladę rozpuść w kąpieli wodnej, odstaw do wystudzenia.
Masło zmiksuj z cukrem pudrem i przesianym kakao. Następnie partiami dodawaj roztopioną czekoladę. Na koniec wmieszaj mascarpone.

Biszkopt przekrój na 3 blaty. Wierzch pierwszego blatu posmaruj dosyć grubą warstwą dżemu, następnie nałóż warstwę kremu (ja używałam rękawa cukierniczego). Połóż kolejny blat i znowu posmaruj dżemem i kremem. Nałóż ostatni blat (już nie nakładaj konfitury). Całość udekoruj pozostałym kremem według uznania. Schowaj tort do lodówki na godzinę przed podaniem.


wtorek, 9 września 2014

Atak plonów i śliwkowiec

Posiadanie swojego kawałka ziemi, a na nim ogródka i drzew owocowych to szereg plusów i minusów. Plusem jest oczywiście samo miejsce, gdzie można odpocząć, posiedzieć w wyciągniętym dresie i nie przejmować się sąsiadami. W ogrodzie wyhodujemy sobie marchewki, pietruszki, cukinie i, co tylko nam przyjdzie na myśl. Drzewa co roku obdarują nas owocami, a do nich dołączą okoliczni sąsiedzi ze swoimi plonami (tutaj wszyscy lubią się dzielić, zjawisko na wymarciu). I te plony to błogosławieństwo i problem zarazem - wszystkie pojawiają się w jednym momencie. Nagle masz na stanie 20 kilogramów orzechów, gruszek, śliwek, jabłek, pomidorów + to, co nanieśli (sprytni!) sąsiedzi. Możesz przerobić, możesz oddać, ale przecież nie wyrzucisz..

 

Wczoraj przerabialiśmy wszystko, co zebraliśmy. Śliwki zatopiliśmy w occie (będą do genialnych śledzi), orzechy poobieraliśmy do pojemników, jabłka i gruszki przerobiliśmy na musy i kompoty. W lodówce czekały jeszcze aronia z mirabelkami, więc siłą rozpędu zrobiłyśmy z mamą aroniówkę i dżem. I nie muszę dodawać, że śliwek ubyło niewiele. Mama postanowiła przygotować najlepsze knedle na świecie (po przepis odsyłam tu), a ja przypomniałam sobie o moim ulubionym, jesiennym cieście. 

Warto docenić fakt, że w świetle ostatnich, przetwórczych aktywności włożyłam w to ciasto tyle wysiłku. Kroiłam i drylowałam śliwki, tarłam orzechy, siekałam czekoladę. Tak, to ciasto jest pracochłonne, wymaga trochę czasu. Ale przy tym wszystkim jest niezwykle proste w wykonaniu i zwyczajnie PYSZNE. To najlepsze jesienne ciasto w moim cukierniczym repertuarze. Może trochę niewyjściowe, ale od lat sobie powtarzam, że jeśli będę miała własną kawiarnię, to ciasto będzie moim no. 1 w menu. Może będę robiła takie muffiny, jak dwa lata temu?

Orzechy laskowe zastąpiłam włoskimi, bo chyba odkryłam, że jestem alergikiem. Jadam nutellę łyżkami, robię ciasta z orzechami, domowe kremy orzechowe.. ale wystarczy jeden orzeszek laskowy, żeby mnie załatwić ;)



Śliwkowiec z orzechami włoskimi i czekoladą
plum cake with walnuts and chocolate
przepis z Kuchni nad Atlantykiem

forma ø 25 cm

200g mąki pszennej
200g zmielonych orzechów włoskich
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
175g masła
175g cukru brązowego
3 jajka
70g gorzkiej czekolady, posiekanej
500g śliwek (najlepiej węgierek), drobno pokrojonych
kilka śliwek pokrojonych w ćwiartki (do dekoracji)
3 łyżki cukru brązowego

Nastaw piekarnik na 180 st. C. Dno formy wyłóż papierem do pieczenia.
Mąkę wymieszaj z orzechami i proszkiem do pieczenia.
W dużej misce zmiksuj na wysokich obrotach masło z cukrem. Następnie pojedynczo wbijaj jajka, za każdym razem dokładnie mieszając. Stopniowo dodawaj mieszankę mąki i orzechów. Na koniec dodaj posiekaną czekoladę i śliwki, wymieszaj łyżką.
Ciasto przełóż do formy. Na wierzchu ułóż pokrojone śliwki, lekko wciśnij je w ciasto. Wierzch posyp cukrem.
Piecz przez 60 minut, sprawdzaj patyczkiem czy ciasto jest już gotowe.  
 

piątek, 27 czerwca 2014

Nie masz wakacji? Masz brownie!

I stało się, przyszły wakacje. Data tyleż radosna, co dla mnie kompletnie bez znaczenia. Mija rok odkąd trzy miesiące laby stały się dla mnie wspomnieniem, niewypowiedzianą tęsknotą. Och, ile bym dała, by wrócić do tych beztroskich czasów. Nagle trzeba skrupulatnie zaplanować liche dwa tygodnie i jeszcze ustalać to z kimś więcej niż moim R. Co mi nie pasowało w tym układzie? ;)
Ale przynajmniej mamy weekend, więc jest co celebrować. Na tę okazję upiekłam ciasto, które mogłabym jeść cały tydzień. Pewnie nie raz wspomniałam, że bez czekolady ciężko mi się obejść. Tu jej mamy aż dwie słuszne tabliczki, na taką małą foremkę. Przy tworzeniu przepisu zainspirowałam się przepisem na Greeny od Belli z Good Cake (wcześniej piekłam jej intensywne ciastka czekoladowe), które kiedyś upiekę jeśli w końcu kupię herbatę matcha. No i nie ukrywam, że próbowałam stworzyć wierną kopię jej pysznego 18′ chocolate brownie, ale nie udało mi się uzyskać skorupki, a ciasto się nawet lekko nie zapadło! Następnym razem będę piekła dłużej i dodam trochę więcej cukru. Polecam filmik Belli, zobaczcie jej zmagania z językiem polskim oraz kilka trików na upieczenie idealnego ciasta :)
A brownie? Jest zakalcowate, kremowe, bardzo czekoladowe i (moje ulubione słowo) gooey. Jeżeli chcecie bardziej dopieczone, po prostu wydłużcie czas pieczenia o 10-20 minut.

Męczyłam się z tym ujęciem dobrą godzinę!

Brownie doskonałe (forma ø 18cm)
perfect brownie

200g gorzkiej czekolady 70%
200g masła
180g cukru brązowego

4 małe jajka
1 łyżka ekstraktu waniliowego
130g mąki pszennej

 

Dno i boki formy wyłóż papierem do pieczenia. Piekarnik nastaw na 160 st. C. Jeśli chcesz uzyskać chrupiącą skorupkę na wierzchu ciasta, na górną półkę piekarnika wsuń blachę, która będzie chronić wierzch ciasta.
Masło i czekoladę rozpuść w kąpieli wodnej, lekko ostudź.
Jajka, ekstrakt i cukier wymieszaj energicznie trzepaczką. Dodaj przesianą mąkę i dokładnie wymieszaj. Następnie partiami wlewaj roztopioną czekoladę. Masa powinna być płynna i gęsta. Przelej ją do foremki.
Piecz przez 1 godzinę i 30 minut (lub dłużej). Boki ciasta powinny być przypieczone, a środek trochę luźny. Zostaw ciasto w foremce do całkowitego wystudzenia. 





poniedziałek, 19 maja 2014

Czekoladowa incepcja, czyli überintensywnie czekoladowe ciastka

Amerykańscy naukowcy dowodzą, że mężczyźni są mniej skłonni do narzucania sobie żywieniowych ograniczeń niż kobiety. Innymi słowy, to panie są pionierami w systematycznym stosowaniu diet wszelakich. Mówi się także, że kobiety częściej sięgają po słodycze niż panowie. Ja nigdy nie ukrywałam, że mam niezdrowy pociąg do czekolady. Czasem zdarzają się przestoje i na moment zapominam o jej istnieniu, ale powiedzcie.. da się o niej zapomnieć na zawsze?
Wystarczy wizyta w byle jakim spożywczaku i już ją widać. Od razu jestem skłonna ją kupić, najlepiej w kilku egzemplarzach. Ale nie zjem jej ot tak, po prostu, tylko posiekam i roztopię, zrobię z niej coś tak zniewalającego, że żadna dieta mnie nie powstrzyma.
Gdy nie mam czasu/składników/ochoty/energii/humoru na pieczenie, pozwalam sobie na najlepsze brownie od Good Cake. Wspominam o tym, bo to właśnie od boskiej Belli skradłam przepis na dzisiejsze ciasteczka. Jej wypieki od wielu miesięcy królują w śląskich lokalach i nie ma w tym nic zaskakującego, są po prostu świetne.
Jako etatowy czekoladoholik poniższy przepis polecam i odsyłam do jego video źródła: klik. Te ciasteczka skrywają w sobie całą dobroć i wspaniałość słowa "gooey".


 
Intensywne czekoladowe ciastka
intense chocolate cookies
przepis od Belli z Good Cake

225g gorzkiej czekolady
50g masła (rozpuść w kapieli)
175g cukru brązowego
2 jajka 
1 łyżka ekstraktu waniliowego
85g mąki pszennej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
225g drobno pokrojonej gorzkiej czekolady

Z przepisu wychodzi 12 dużych ciastek.



Piekarnik nastaw na 150 st. C z termoobiegiem.
225g czekolady i 50g masła rozpuść w kąpieli wodnej, odstaw do ostudzenia.
Mąkę wymieszaj z solą i proszkiem do pieczenia. W dużej misce zmiksuj na puszystą masę cukier, jajka i ekstrakt waniliowy. Następnie partiami dodawaj roztopioną czekoladę i mąkę. Na koniec wmieszaj posiekaną czekoladę.
Na blasze rozłóż papier do pieczenia. Nakładaj po dwie łyżki czekoladowej masy, formuj je w okręgi.
Piecz przez 10-12 minut, aż ciastka popękają, a od spodu będą upieczone.
Zjedz jedno ciepłe, kruche i ciągnące się ciastko, za wykonanie dobrej roboty! Resztę przełóż na kratkę do wystudzenia. Voila!


wtorek, 22 października 2013

czekoladowe tosty francuskie podane na wiosennym talerzu

Czas się pochwalić.
Kilka tygodni temu odezwała się do mnie Weronika ze Spring Plate. Złożyła mi propozycję, której nie mogłam odrzucić. Zrobić zdjęcia do pięknego magazynu? Szaleństwem byłoby się nie zdecydować. I mamy październik, pełnię jesieni i nowy, trzeci już numer Spring Plate. Większość autorów z pewnością znacie, znalazłam się tam i ja. Jest tam tyle pięknych zdjęć i tekstów, że czuję się onieśmielona, tyle nauki przede mną. Ale pierwsze koty za płoty.
Papier wszystko przyjmie, ale ilość miejsca jest ograniczona, zatem podzielę się z Wami zdjęciami i przepisem na tosty francuskie z czekoladą, gdyż to właśnie czekoladę wzięłam na warsztat. W magazynie znajdziecie także przepis na mus czekoladowy, gorącą czekoladę z chili i mocno czekoladową tartę z kardamonem.




Tosty francuskie z czekoladą

chocolate french toast
porcja dla 2 osób

8 małych kromek białego pieczywa (chałka, słodka bułka)
1 jajko
100ml mleka
1 łyżka ekstraktu waniliowego
2 łyżki drobnego cukru
60g gorzkiej czekolady 70%
drobny cukier do obtoczenia tostów
masło do smażenia

polewa czekoladowa
100ml mleka
100g gorzkiej czekolady 70%
50g czekolady mlecznej

 
Mleko wlej do rondelka i zagotuj. Wrzuć pokruszoną czekoladę i odstaw na chwilę, aż zmięknie. Dokładnie wymieszaj do uzyskania gładkiej konsystencji.

Czekoladę roztop w kąpieli wodnej, odstaw do ostudzenia. Kromki pieczywa smaruj grubą warstwą czekolady (z dwóch stron) i składaj kanapki.
Jajko roztrzep z mlekiem, dwoma łyżkami cukru i ekstraktem waniliowym. W jajecznej miksturze namocz wcześniej przygotowane kanapki z czekoladą.
Na patelni roztop dwie łyżki masła, kanapki smaż z każdej strony na złoty kolor. Po usmażeniu obtocz w cukrze i podawaj z polewą czekoladową.


czwartek, 5 września 2013

Ciasto z korzeniami

Między kolejnymi kartkami tekstu, tęsknię za tym, co kocham najbardziej. Jestem fanką krótkich form, więc pisanie elaboratów na setki akapitów męczy mnie i wysysa energię do życia. Tęsknie spoglądam na aparat i w myślach układam kolejne kompozycje. A potem muszę się skarcić i znowu zagonić do roboty. Wymykam się tylko na chwilę, by szybko cyknąć parę zdjęć tak, by nikt nie widział, że oderwałam się od klawiatury.
Aura z oknem zmienia się, jak w kalejdoskopie. Liście rdzewieją, powietrze jest rześkie, ale jakieś takie zakurzone. Nim się spostrzegliśmy, przyszła jesień. W spiżarce zalega koszyk buraków, które błagają o interwencję. Więc robię z nich ciasto, które od lat sobie obiecywałam. I tak kilka razy. Mocno czekoladowe, wilgotne, trochę czerwone, zwyczajnie pyszne.
Wspominałam, że blog ma już ponad rok? :) Myślę, że niebawem trafi się jakieś urodzinowe rozdanie..



Buraczane brownie
beetroot brownies
forma 24x24cm
po modyfikacjach z książki Kitchen & Co.

200g masła
250g czekolady gorzkiej 70%
200g buraków, ugotowanych i obranych
200g cukru trzcinowego
200g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3 duże jajka
2 łyżki ekstraktu waniliowego

Nastaw piekarnik na 180st. C. Spód blachy wyłóż papierem do pieczenia.
Buraki zmiel na gładką pulpę w blenderze, lub zetrzyj na tarce.
Masło roztop w rondelku, dodaj połamaną na kawałki czekoladę i mieszaj do rozpuszczenia.
W dużej misce zmiksuj jajka i cukier, aż masa będzie puszysta. Dodaj mąkę z proszkiem do pieczenia oraz buraki i dokładnie zmiksuj. Na koniec wlej masę czekoladowo-maślaną i ekstrakt waniliowy.
Ciasto przelej do formy do pieczenia i włóż do piekarnika.
Piecz przez 20-25 minut. Nie wydłużaj za bardzo czasu pieczenia, bo przesuszysz ciasto - brownie ma być lekko zakalcowate i mocno wilgotne. Taka jego natura ;)







piątek, 2 sierpnia 2013

Ciastka, a zdrowe

Część z Was na pewno się z nimi spotkała. Pewna strona nie ustępuje w bombardowaniu mnie tym przepisem, przynajmniej raz dziennie widzę TE zdjęcia. Przecież coś, co wygląda tak dobrze nie może być aż tak banalne i zdrowe. I uległam, padł ostatni bastion. I jestem tak szczęśliwa, że to się stało. Poranna kawa wydaje się przy nich mniejszą przewiną.
Płatki owsiane zastąpiłam żytnimi (bo smaczniejsze), a od siebie dodałam jeszcze dużo dobroci. Musicie spróbować, bo są bardzo gooey!



Żytnie ciasteczka bananowe
2 ingredient cookies
pomysł zaczerpnięty z Handimania


Do tych ciastek najlepsze będą bardzo dojrzałe banany, ale żółte i jędrne też się nadadzą.


szklanka płatków żytnich błyskawicznych
2 średnie banany
2 łyżeczki kakao
2 łyżeczki zmielonego siemienia lnianego
50g posiekanej czekolady mlecznej/gorzkiej
łyżka syropu z agawy - opcjonalnie 



Nastaw piekarnik na 180 st.C
Banany pokrój w plastry i rozgnieć widelcem na gęstą papkę - jeżeli są twarde, pomóż sobie blenderem. Wmieszaj płatki żytnie, kakao i siemię lniane, na końcu dodaj czekoladę. Jeśli masa nie jest wystarczająco słodka, dodaj syropu z agawy.
Blachę wyłóż papierem do pieczenia, łyżką nakładaj masę i formuj okrągłe ciastka. Z podanej porcji wychodzi około 9 ciastek. 
Piecz przez 15-20 minut. Studź na kratce.
Doskonale smakują z poranną kawą zbożową, gorącym kakaem z kardamonem, popołudniową latte, podwieczorkowym espresso lub mlekiem na dobranoc . W zasadzie z wszystkim smakują fantastycznie. Zachęcam do własnych eksperymentów!



środa, 29 maja 2013

Masz babo pancake

Nerwowo przebieram nóżkami. Dla mnie właśnie zaczął się weekend. Czekam jeszcze tylko na R. i jedziemy słuchać ryczących ciągników i zawodzących kotów.
Z najwyższą starannością pakuję moje kuchenne utensylia, z mniejszą uwagą rzeczy niezbędne do życia. Dzisiejsze słońce nastraja wyjątkowo pozytywnie, jeszcze się łudzę, że nadchodzące cztery dni będą równie pogodne.
Mam dużo planów, dużo filmów, dużo warzyw i jedną szlifierkę, która (mam nadzieję) uratuje wcale ładny stoliczek, idealny do zdjęć. Może znajdę jeszcze jakieś stare deski? 
Pogodo, masz szansę widzieć mnie permanentnie uśmiechniętą przez kilka dni. Nie zepsuj tego.


Jutro wszyscy maja dzień wolny, warto to wykorzystać. A nie ma nic lepszego, jak pyszne i porządne śniadanie, które przygwoździ człowieka do fotela. Oczywiście zachęcam wówczas do walki z własnymi słabościami i wyjście na spacer. Chyba, że będzie padało. Wtedy zjedzcie jeszcze jedną porcję, na zdrowie!

Czekoladowe pancakes
porcja 5-7 placków

130g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki kakao
3 łyżki cukru trzcinowego
1 jajko
125ml maślanki / jogurtu naturalnego
1 łyżka ekstraktu waniliowego
50g posiekanej gorzkiej czekolady

W osobnych naczyniach wymieszaj składniki mokre i suche (pomiń czekoladę). Następnie przesyp mieszankę mąki do mokrych składników i zmiksuj. Na końcu dodaj czekoladę, delikatnie wymieszaj. 
Placki smaż na patelni z nieprzywierająca powłoką lub na niewielkiej ilości tłuszczu, na średniej mocy planika. Gdy na powierzchni placka pojawią się pęcherzyki powietrza, przewróć na drugą stronę.

Placki można podać z syropem klonowym, czekoladowym lub cukrem pudrem. Jeżeli jednak lubicie ekstremalne doznania, zapraszam na czekoladowo-truskawkową wieżę. 


Krem mascarpone
ilość składników na jedną wieżę (jak na zdjęciu)

4-5 kopiastych łyżek sera mascarpone
4 łyżki gęstego jogurtu naturalnego
2-3 łyżki cukru pudru
ziarenka z 1 laski wanilii - lub cukier z prawdziwą wanilią
truskawki pokrojone w plastry + kilka przepołowionych

świeża mięta opcjonalnie

Wszystkie składniki (oprócz truskawek) dokładnie wymieszaj. Przygotuj pierwszy placek, posmaruj go grubą warstwą kremu, następnie ułóż warstwę truskawek. Połóż następny placek i powtórz wcześniejszą operację. Ostatni placek posmaruj dużą ilością kremu, ułóż truskawki.  
Voila! Zajadaj się do woli.

wtorek, 21 maja 2013

Leniwy maj i weekendowa cukiernia

Przerwy są złe. Zastoje są złe. Olewanie jest złe. Brak konsekwencji jest zły. Brak motywacji jest zły. 
Ale taki jest maj, cóż można poradzić.
Słońce nas rozpieszcza, więc każdą wolną chwilę spędzamy poza domem. Albo w domach innych ludzi. Zajadamy się lekkimi ciastami, pijemy spitzery albo dobre piwa (ola boga!) i najzwyczajniej w świecie się lenimy. Nie ma granic zdrowego rozsądku. Jest maj u licha!


Z okazji maja, za którym przepadam, postanowiłam zadebiutować w majowej Weekendowej Cukierni. Jeden wieniec niedawno kręciłam, dzisiejszy wyszedł równie pokracznie, ale na szczęście równie smacznie. 

Miłego maja!


Czekoladowo-pomarańczowy wieniec drożdżowy 
na podstawie TEGO przepisu, po modyfikacjach


 15g świeżych drożdży
 220ml ciepłego mleka
 30 g niesolonego masła, roztopionego
 55 g cukru
 1 jajko
 1/2 łyżeczki soli
 25 g kakao 

 375 g maki, plus trochę do podsypania 

55 g niesolonego masła, roztopionego
60 g brązowego cukru
70 g białego cukru
skorka z 2 pomarańczy (pomarańcze sparz wrzątkiem i porządni wyszoruj!)
55 g gorzkiej czekolady, posiekanej 



Z 5 łyżek mleka, łyżki mąki, łyżki cukru i pokruszonych drożdży przygotuj zaczyn. Połóż w ciepłym miejscu, aż zacznie pracować. 
W dużej misce za pomocą miksera ubij rozpuszczone masło i mleko, następnie dodaj cukier, jajko, sól i dalej miksuj. Dodaj kakao i drożdże i zmiksuj składniki. Na koniec stopniowo zacznij dodawać mąkę (najlepiej użyć do tego haków). Jeżeli nie masz haków, wyrabiaj ciasto ręcznie. Powinno być lekko klejące. Przełóż ciasto na oprószony mąką blat i wyrabiaj przez kilka minut, aż zrobi się gładkie i elastyczne. Ja dodałam całkiem sporo mąki. Uformuj kulę.
Dużą miskę wysmaruj oliwą, przełóż do niej kulę ciasta, obtocz w oliwie i przykryj folią spożywczą. Odstaw do wyrośnięcia na 1-2 godziny. 
W międzyczasie przygotuj nadzienie. Wymieszaj oba rodzaje cukru ze skórką pomarańczową i roztopionym masłem.
Na oprószonym mąka blacie rozwałkuj ciasto na prostokąt o wymiarach 34x45 cm. Posmaruj równomiernie nadzieniem i zwiń w ciasny rulon, końcówki porządnie ściśnij, aby nadzienie się nie wydostało. Za pomocą noża przetnij rulon wzdłuż na pół, jeden koniec zostaw złączony.

Wywiń warstwy ciasta na wierzch i zwijaj je w luźny "warkocz".


Wieniec można upiec w tortownicy lub na zwykłej blasze. W tortownicy na pewno wyjdzie równy, ale mój rósł jak szalony i na pewno opuściłby formę o własnych siłach. 
Blachę wyłóż papierem do pieczenia. Umieść na niej jeden koniec warkocza i zacznij zwijać tak, by powstał okrąg,  a w efekcie estetyczny wieniec (po upieczeniu i tak zignoruje Twoje plany). Przykryj wilgotną ścierką.
Nastaw piekarnik na 180 st. C. Piecz wieniec przez 40-45 minut, po upieczeniu przełóż na kratkę i pozwól mu ostygnąć.

Autorka przepisu uświetniła swój wieniec pomarańczowym lukrem, ja osobiście nie przepadam.



piątek, 29 marca 2013

Mieć pizzę i mieć ciastko - pizookie!

Nie będziemy wałkować tematu rzekomej wiosny. Po co szarpać nerwy, strzępić język i kolejnym lamentem wypełniać przestrzeń wirtualną? Nie wspomnę także o świętach, przynajmniej w tym roku (warsztaty pojawiły się drogą wyjątku). Chociaż tak naprawdę chciałam, przygotowałam sobie wyświechtane frazesy o budzącej się do życia przyrodzie, ale tak jak napisałam, żadnych złośliwości o pogodzie. Czemu nic o świętach? Bo u nas nie ma białego barszczu, paschy czy mazurków. Więc o czym tu pisać? ;)


Są jednak rzeczy, o których można pisać poematy. To zabawne, bo trafiam na takie najczęściej przez przypadek. Tak było i tym razem, jedna rozmowa, jedno zdjęcie i przepadłam. A potem zaczęłam szukać, zdjęć było coraz więcej, a razem z ich ilością rósł mój słodki głód. Bo tak szczerze.. czy może być coś smaczniejszego od orzechów, czekolady, lekkiego zakalca i lodów waniliowych?  Nie sądzę. A jeżeli wzbogaci się to o masło orzechowe..
Jeżeli też nigdy nie słyszeliście o pizookie, to powinniście zaryzykować i zrobić własne. 
To oczywiste, że ojczyzną tego deseru są Stany Zjednoczone (pozdrawiam geniuszy z restauracji BJ's!). Tylko oni mogli wpaść na połączenie uroku pizzy i słodyczy ciasteczka + stworzyć tak chwytliwą nazwę. Zdecydowana konkurencja dla banoffee.
Po tym pierwszym spotkaniu już wiem, że będą kolejne.. brace yourselves!


Pizookie
porcja na 2 foremki o średnicy 13cm

60g roztopionego masła
60g cukru trzcinowego
1 małe jajko
4 łyżki masła orzechowego
1 łyżka ekstraktu waniliowego
140g mąki pszennej
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
60g posiekanej czekolady mlecznej
30g posiekanych orzechów 

ulubione lody (rekomenduję waniliowe!)


W rondlu roztop masło. Przelej do misy, dodaj cukier i miksuj na wysokich obrotach. Dodaj jajko, masło orzechowe i ekstrakt waniliowy, ponownie zmiksuj. Następnie stopniowo dodawaj mąkę oraz proszek do pieczenia. Na koniec wsyp czekoladę i orzechy, delikatnie wymieszaj.
Piekarnik nagrzej do 180 st. C. 

Ciasto przełóż do foremek, masę lekko wyrównaj. Włóż do piekarnika i piecz około 15-20 minut. Brzegi pizookie mają się ściąć i lekko zarumienić, natomiast środek ma być półpłynny!
Wyciągnij z piekarnika i zostaw do lekkiego ostygnięcia na 5 minut. 

Podawaj z gałką (lub dwiema) ulubionych lodów.

A jeżeli czeka Cię spotkanie ze znajomymi? Nic prostszego! Przygotuj większą porcję ciasta i wyłóż ją do dużej formy. Gdy pizookie będzie gotowe, podaj je na stół, nałóż duuużo gałek lodów, każdemu wręcz łyżkę i "czas start!". Jeden deser, jedna brudna forma, co najmniej kilka zadowolonych osób ;)
 


Będę jednak szczera - po porządnym śniadaniu, taka porcja pysznego ciasta jest zabójcza. Dlatego sugeruje robić pizookie w mniejszych foremkach. Gdybym tylko takie miała ;)

czwartek, 31 stycznia 2013

Bananowe przedwiośnie

Czy u Was też dzisiaj zawitała wiosna? Złapałam się na tym, że od ponad miesiąca nie widziałam słońca. Podczas porannej pobudki prawie wypaliło mi oczy, było tak jasno! Celowo wyolbrzymiam, to był bardzo przyjemny dzień. Nie brakowało mi zajęć, jeszcze trochę brakuje zdrowia. Ale co tam, jest odwilż, jest słońce, prawie wiosna. Można już tylko zdrowieć.
Z okazji sesji, która właśnie się zaczęła (a którą już zdążyłam zamknąć), więcej czasu spędzam w domu. Mogę siedzieć i czytać, a potem jeszcze siedzieć, coś oglądać, i czytać i siedzieć.. słowem - nuda. Ale inteligentni ludzie się nie nudzą! A ja w poczuciu obowiązku i winy postanowiłam nadrobić stracony czas i upiec coś słodkiego. Dawno nie piekłam czegoś, co miałoby większą powierzchnię niż krakers. Ale mam czas, to piekę. 


Zadanie było utrudnione, bo chorują niemal wszyscy domownicy. Wycieczki do sklepu ograniczyliśmy do minimum. Banany biły na alarm, że czas ich użyć, co zakomunikowały przybierając barwy brązu i czerni. Nie pozostało nic innego, jak upiec chlebek bananowy. Lubię chlebki bananowe - niewiele ode mnie wymagają, raptem kilka machnięć ręką. Do dzisiejszego chlebka potrzebujecie przede wszystkim bananów, potem cukinii, dzięki której ciasto będzie jeszcze bardziej wilgotne. Ale jeśli jej nie dodacie, świat się nie skończy. Przyda się czekolada, tego nie pomijajcie. Nigdy.
Pewnym urozmaiceniem jest serek z rodzynkami. Taką kombinację miałam okazję jeść w pewnym katowickim lokalu, gdzie serwują pyszne curry. Bardzo polecam! A jeśli wolicie tradycyjnie, na drugi dzień wrzućcie kromki chlebka do tostera i lekko chrupiące posmarujcie masłem.

Chlebek bananowy z czekoladą
forma 13cm x 30cm

150g mąki pszennej
150g mąki pszennej razowej
200g bananów (2 banany)
100g cukinii, startej na dużych oczkach

100ml maślanki
200g + 2 łyżki brązowego cukru
120g masła
2 jajka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżka ekstraktu waniliowego

100g posiekanej czekolady lub groszków czekoladowych
50g płatków migdałowych

Foremkę wysmaruj masłem i obsyp otrębami. Piekarnik nastaw na 190 st. C.
W misce wymieszaj obie mąki, cukier, proszek do pieczenia i sodę.W głębokim talerzu rozgnieć banany, najlepiej widelcem. Roztop masło, ostudź i połącz z maślanką, jajkami i ekstraktem waniliowym. Mieszaninę wlej do miski z mąką, dodaj cukinię i wymieszaj. Dodaj banany i ponownie wymieszaj, na koniec wsyp czekoladę i delikatnie połącz z ciastem. 
Ciasto wlej do formy, z wierzchu posyp cukrem i płatkami migdałów. Piecz przez 65-75 minut, do suchego patyczka. 


Serek waniliowy z rodzynkami

100g kremowego twarożku
3 łyżki śmietany 18%
3 łyżeczki cukru waniliowego
3 łyżki rodzynek

Serek, śmietanę i cukier waniliowy dokładnie wymieszaj. Na koniec wmieszaj rodzynki. Voila!
Nakładaj grubą warstwę na kromki chlebka. 


sobota, 15 grudnia 2012

Jak zmęczyć się w weekend

Chyba dorastam, bo zaczynam rozumieć, że całonocna impreza przed dniem ciężkiej pracy może być kiepskim pomysłem. Rozumienie nie idzie (jeszcze) w parze z praktyką, ale jestem na dobrej drodze.
Co dzisiaj robiliśmy? Takie tam, prozaiczne czynności.

3kg mąki, 500 pierogów ruskich/z kapustą, 300 uszek z grzybami. 

Sześć inspirujących godzin, które wpędziły mnie w stan agonalny. Jestem obolała, śpiąca i tradycyjnie objedzona. Wykonałyśmy kawał dobrej roboty, dzięki czemu Wigilia będzie spokojna, bo właściwie wszystko jest już gotowe. Zakwas buraczany nabiera mocy, ryba w towarzystwie pierogów i uszek czeka w zamrażalniku. Pozostaje nam tylko ugotować zupy i przygotować parę słodkości. W przyszłym tygodniu zapraszam Was na fantastyczny i błyskawiczny miodownik, który można zjeść niemal natychmiast po upieczeniu. A dzisiaj banalnie, bo na nic innego się nie zdobędę.




Gorąca czekolada (piernikowa)

To brzmi dosyć skandalicznie, ale porcję dla dwóch osób przygotowałam z 200g czekolady. Nie róbcie tego! Z podanych proporcji czekolady wystarczy dla 3-4 osób.
Ilość mleka jest podana orientacyjne - zmieniaj ilość w zależności od tego, jak bardzo gęstą czekoladę lubisz.

200g gorzkiej czekolady
1,5 łyżeczki przyprawy korzennej
1 łyżka ekstraktu waniliowego
200ml mleka
50ml śmietany 30%


Mleko i śmietanę porządnie podgrzej w rondelku. Ściągnij rondel z palnika, wrzuć posiekaną czekoladę i odstaw na minutę. Po tym czasie czekolada powinna się roztopić - porządnie wymieszaj ją trzepaczką. Połóż rondel z powrotem na gazie, do czekolady dodaj przyprawę korzenną i ponownie podgrzej. Nie gotuj! Gdy uzyska satysfakcjonującą Cię temperaturę, wyłącz gaz, a do czekolady dolej ekstrakt waniliowy.

Przelewaj do niedużych filiżanek, podawaj z dużą ilością waniliowej bitej śmietany oprószonej gorzkim kakao. 



środa, 31 października 2012

Czekoladowe łzy

Nie lubię listopada. Nie lubię listopadowych świąt. Nie lubię tego zgiełku, tłumów, opadów śniegu i ulic zapchanych samochodami. Mam jednak to szczęście, że w zasadzie nigdzie nie muszę wyjeżdżać, a moim środkiem transportu są nogi. W tym roku zaduszkowy raban będzie wyjątkowo krótki, więc też nie ma sensu biadolić i pomstować. 
Halloween też wyleciało mi z głowy. Z letargu wyrwał nas wieczorny domofon. Udało mi się rozpisać sytuację. 
Miejsce akcji: przedpokój.
Dzwoni domofon! Odbiera ojciec.
Dzieci: cukierek albo psikus!
Ojciec: wybieram psikus (odkłada słuchawkę).

Kurtyna. Oklaski.
To nie tak, że jesteśmy okrutni i nie lubimy dzieci. Po prostu skończyły się cukierki, a skoro nie sforsowały domofonu, to uniknęliśmy przykrej sytuacji ze smutkiem w progu. Plusem jest również to, że polskie dzieci niezupełnie wied, o co chodzi z tym "psikusem" i w sytuacji odmownej nie wiedzą (jeszcze) jak reagować. Uroczyście obiecuję, że za rok sama osobiście przygotuję im jakieś łakocie. Nawet za cenę próchnicy. 

Czy jest coś równie amerykańskiego jak Halloween? Dla minie to "chocolate chips" czyli swojsko brzmiące groszki czekoladowe (aka łezki). W naszym kraj towar luksusowy, dostępny nielicznym. Podczas gdy w USA "chocolate chips" można kupić w przeciętnym osiedlowym sklepiku, w Polsce trzeba się ratować sklepami internetowymi. I gdyby chociaż to było rozwiązanie. Skąd! W sieci też groszków jak na lekarstwo. A gdy Ci się poszczęści, przygotuj lwią część wypłaty, bo ten luksus kosztuje.

Pozostają dwie opcje
a) dobre dusze mieszkające w USA,
b) dobre dusze lubiące wycieczki do USA.

W tym roku miałam szczęście trafić na wariant B, który pozwolił choć na chwilę nacieszyć się american dream (dziękuję!). Niezwykle przyjemne doznanie, nie trzeba niczego siekać, nic się nie babrze, nie roztapia się w trakcie pieczenia. A dziś tylko ocieram czekoladowe łezki i wzdycham z nostalgią ;)


Chocolate Chip Cookies
 
2 szklanki mąki pszennej
180g drobnego cukru trzcinowego
2 łyżki cukru waniliowego
3/4 kostki masła
2 żółtka
1/2 łyżeczki sody
300g mlecznych groszków czekoladowych lub posiekanej czekolady


Masło roztop w rondelku lub kuchence mikrofalowej. Gdy ostygnie, połącz z cukrem i żółtkami. Stopniowo dodawaj mąkę, masa powinna być zwarta i dosyć lepka. Na koniec dodaj czekoladę, nie mieszaj zbyt długo.

Nastaw piekarnik na 180 st. C

Dużą blachę wyłóż papierem do pieczenia. Masę najlepiej 
( i najczyściej) nakładać łyżką, formując kulki i rozpłaszczając nieco na blasze. Piecz około 20 minut, aż się ładnie zarumienią.



Najlepiej smakują ze szklaną mleka. W najgorszy wypadku z dużą i tłustą latte. 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...