środa, 13 maja 2015

Synergia dobrej kawy, pięknego wnętrza i uśmiechnietych ludzi

Wiecie, są takie miejsca, które zyskują rozgłos zanim na dobre zaczną funkcjonować. Liczne portale rozpisują się o nowej lokalizacji zwiastując jej glorię i chwałę na lata. Jak dobrze wiemy, z tym bywa różnie. Część znika zanim zdążę o nich usłyszeć, inne działają przez kilka miesięcy stopniowo zniżając pułap (to sytuacja, która szczególnie mnie drażni). W końcu są też takie, o których dowiaduję się przez zupełny przypadek i z miejsca kradną mi serce. Przemyślane, dopieszczone, pokazujące, że właściciele robią to z pasją, zaangażowaniem, na 100%. Tak mało jest takich miejsc, tak wiele zmarnowanych lokalizacji. 

Opowiem Wam o dniu, w którym wypiłam ponad pół litra kawy w niecałe dwie godziny. Wyśmienitej kawy. Na te wcześniejsze 250 ml spuszczę zasłonę miłosierdzia, to i tak nie ta historia.




Poniedziałek w końcu był dniem wolnym. Nareszcie mogłam się spotkać z M., z którym nie widziałam się dobrych parę tygodni, mieliśmy wiele do nadrobienia. Jak za dobrych, studenckich czasów. Oprócz planów na smaczne śniadanie koniecznie chciałam odwiedzić nową kawiarnię w Katowicach - Coffee Synergia. Na Śląsku jest niewiele miejsc, które serwują kawę inną niż z konwencjonalnego ekspresu. Wystarczyły mi dwa mrugnięcia okiem żeby zapragnąć wizyty w tym miejscu. Po owocowej owsiance i razowych tostach z kurczakiem (oraz kiepskiej kawie, ale obiecałam to przemilczeć) udaliśmy się na krótki spacer przez centrum miasta. Pogoda była piękna, wiosna w zenicie, niemal lato. Szybko dotarliśmy na miejsce, Andrzeja 29 to w końcu ścisłe centrum Katowic. 











Z M. mam o tyle łatwiej wśród ludzi, że on moje braki w komunikacji międzyludzkiej nadrabia po stokroć. Nawiązywanie kontaktu z innymi ludźmi w jego towarzystwie do bułka z masłem, dzieje się samo. Gdy weszliśmy do środka było raczej pusto, raptem kilka osób i przesympatyczne panie na barze. Nic dziwnego, kto ma czas kręcić się po mieście przed jedenastą? Przekraczając próg lokalu od razu ścisnęłam dłoń na body aparatu i poczułam, że mam trochę pracy do wykonania. Na szczęście Panie były tak miłe, że od razu się zgodziły. Wspominałam, że były przesympatyczne? ;) 

Kręciłam się po wnętrzu dobrych kilkanaście minut, chłonąc to, co widzę, robiąc zdjęcia i myśląc "chcę taki stół, CHCĘ TAKI STÓŁ". Jak możecie zobaczyć, lokal jest raczej industrialny - sporo tu starego drewna (ze starej stodoły), drewnianych skrzynek, stalowych stołków, potężnych lamp, żeliwnych okuć, jutowych worków, kontrastującej bieli i czerni oraz skrzynek z bujną roślinnością. Skoro mamy maj, są też bzy. Jest uroczo, wielkomiejsko, choć jednocześnie przytulnie. Czuć, że właściciele czerpią wzorce od zachodnich kolegów (i robią to dobrze). Gdyby nie odległość dzieląca mnie od Katowic, bywałabym w tym miejscu jak najczęściej.


Ale, ale.. przyszliśmy na kawę. M. jeszcze nie miał okazji pić kawy z dripa czy chemexa, a ja mimo pewnej fascynacji nadal jestem laikiem, trochę dzieckiem we mgle. Postanowiliśmy się wesprzeć doświadczeniem Uśmiechniętej Pani (która nie chciała bywać w kadrze, dlaczego?). Urządzeniem, które od zawsze mnie fascynuje jest syfon. Przygotowanie w nim kawy to trochę przerost formy nad treścią, nie wyobrażam sobie używać go na co dzień w domu,np. zaraz przed wyjściem do pracy. Ale skoro tu trafiliśmy, to była najlepsza okazja żeby w końcu spróbować. Wybraliśmy kawę z Etiopii (region Yergacheffe) polskiej palarni Coffee Proficiency. Uprzedzono nas, że kawa z syfonu jest dużo mniej aromatyczna i płaska w porównaniu z metodami przelewowymi. Ale wiecie co? Była pyszna. Dla M. to było odkrycie i impuls do tego by kupić swoje własne zabawki, zacząć przygodę z nową, lepszą kawą. Będę aktywnie wspierać to przedsięwzięcie ;) Co z pewnością ułatwia fakt, że w Synergii można się zaopatrzyć we wszystko, co do tego celu potrzebne (z kawą włącznie).









Gdy tylko wypiliśmy jedną kawę, natychmiast naszła nas ochota na drugą. Z początku planowaliśmy wybrać te same ziarna, aby porównać smak kawy z różnych metod parzenia. Ostatecznie wybraliśmy kawę z Kostaryki (również Coffee Proficiency), która w odróżnieniu od swojej poprzedniczki nie ma kwaskowych nut, jest raczej lekko czekoladowa. Tym razem z chemexa, jak szaleć to szaleć. To mnie ostatecznie przekonało, że najbardziej smakują mi kawy przygotowane metodą przelewową, z Ameryki Południowej. W między czasie gadaliśmy, jak najęci, zagadując co jakiś czas Uśmiechniętą Panią o młynki, kawy, filtry i (w końcu!) dostępne ciasta. Cały czas się łudzę, że nie byliśmy zbyt uciążliwi.









Ani się obejrzeliśmy, strzeliły nam na zegarku ponad dwie godziny. Kiedy? Nie wiem, kiedy dobrze ci się siedzi, czas upływa niepostrzeżenie. Najtrudniej było wstać z krzesła. Ciasto i taka ilość kawy to potężne obciążenie dla organizmu, jedynym wyjściem było to rozchodzić na dłuższym spacerze. Ale jestem pewna, że przy najbliższej okazji wrócimy do Synergii. Dla wnętrza, dla kawy i uśmiechniętych twarzy.

Coffee Synergia
Andrzeja 29/2

Katowice 









17 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ano. Wpadnij kiedyś na Śląsk ;)

      Usuń
  2. Raj dla kawosza!
    Bardzo klimatyczne miejsce, gdyby nikt nie patrzył na plecach bym chyba wyniosła taki stół ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo powiedziałam na wejściu, ale trudno byłoby wyjść niezauważonym ;)

      Usuń
  3. Jestem do jutrzejszego popołudnia w Katowicach… Strasznie chciałabym tam zajrzeć, recenzja w dobrym momencie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co, udało się odwiedzić? :)

      Usuń
  4. Idę! :)) Piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę, już chciałabym tam wrócić ;)

      Usuń
  5. Dzisiaj byłam, jest cudownie ! Jadłam tartę warzywną, przepyszna, a wystrój całkiem mnie zachwycił :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam jeszcze pytanie odnośnie zdjęć, jeśli to nie tajemnica :) Jak uzyskujesz taki przyjemny efekt kolorystyczny ? To jakieś ustawienia w aparacie, specjalny obiektyw, czy program komputerowy je tak obrabia ? Lubię takie klimaty i chciałabym jakoś je uzyskać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie pomogę, ale niestety nie do końca rozumiem czym jest "przyjemny efekt kolorystyczny" ;) Chodzi o nasycenie kolorów? Więcej szczegółów, a na pewno coś poradzę. Na początek mogę powiedzieć, że to żaden specjalny obiektyw, zwykły zmiennoogniskowy Tamron ;)

      Usuń
    2. Przepraszam, nie znam sie tak profesjonalnie na nazewnictwie, ale moze określę to tak, ze wlasnie chodzi o nasycenie kolorów, do tego lekkie przymglenie i poświatę na niektorych zdjęciach, ogolnie klimat kojarzący mi sie z rustykalnym, jeśli wiesz o czym mowię. Wiem, ze to tez kwestia wystroju wnętrza i jego oświetlenia, ale na pewno cos poza tym :)

      Usuń
    3. A, o to chodzi :) Nie ma za co przepraszać, ja też się nie znam, być może ma to jakąś nazwę własną (kiedyś się dowiemy).
      Taki efekt można uzyskać albo korygując krzywe, albo zmniejszając nasycenie czerni - stąd ten efekt przymglenia. Obie opcje powinny powinny być dostępne w większości programów do obróbki zdjęć (Lightroom, Photoshop itp.) Ten zabieg ma sens tylko wtedy gdy mamy sporo czerni na zdjęciu,

      Usuń
    4. Dziękuje za wskazówki, bede sie doszkalać :p

      Usuń
  7. Wygląda na kolejne warte uwagi miejsce na Śląsku :) Ja się mogę cieszyć Kafo jak tylko przyjeżdżam do domu, ale fajnie, że w Katowicach się dzieje.

    PS Boski syfon, będę prosić o pożyczenie zdjęcia do jesiennego numeru :D Parzyłam w nim kawę tylko raz i już niewiele pamiętam, więc będę musiała sobie odświeżyć temat ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Trafiłam na Twojego bloga przez Pinterest, bo szukałam przepisu na coś z rabarbarem... Masz świetne zdjęcia. Są na tyle miłe dla oka, że po spisaniu składników na tartę tatin, przeszłam do eksploracji innych postów... ;-P I świetna bluza ze Stańczykiem! :-P Gdzie to takie można kupić?

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...