Kiedy
parę dni temu wybrałam się do mojej lokalnej prażalni kawy, aby nabyć
drogą kupna świeżą kawę do "zimnego parzenia", udało mi się zaskoczyć
właściciela. Do niedawna sama nie wiedziałam, o co chodzi w tym całym
"cold brew", ale tajemniczość tego procesu pozwalała mi budować wizje,
że jest to szalenie skomplikowane i niedostępne zwykłym śmiertelnikom.
No wiecie, że to zabawa dla tych, którzy mają chemexy, aeropressy,
drippery, syfony, generalnie sprzęt, który kosztuje krocie i tylko
nieliczni wiedzą, jak z nich korzystać. Okazało się jednak, że można to
zrobić bez tego oprzyrządowania mając w domu jedynie klasyczny french
press (czy, jak to się mówi w domu: zaparzacz) i filtry do ekspresu
przelewowego.

Jak sama nazwa wskazuje - "cold brew"
to nic innego, jak zaparzanie kawy bez zaparzania. Przewrotna nazwa,
prawda? Zamiast wrzątku używamy wody w temperaturze pokojowej (może być
wcześniej przegotowana). Po ostatnich warsztatach kawowych mogę Wam
udzielić dodatkowej rady - filtrujcie wodę. To naprawdę ma niebagatelny
wpływ na smak kaw i herbat. Szczególnie jeśli mieszkacie na Śląsku, tu
woda potrafi być naprawdę paskudna. Wracając jednak do tematu, samo
słowo "zaparzanie" niespecjalnie pasuje do całego procesu, bo przy "cold brew"
jest to raczej "naciąganie" albo "namaczanie". Całość musi trochę
potrwać, zwykle około 12 godzin, a nawet dłużej (niektórzy wydłużają ten
proces do 72 godzin!). Pół doby to dla mnie idealny czas, ale jeśli
najdzie mnie ochota, to na pewno spróbuję go wydłużyć.
Oprócz wody oczywiście najważniejsza jest kawa. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie i nie mam zamiaru się mądrzyć. Chciałam jednak wykorzystać kawę dobrej jakości, dlatego właśnie udałam się do prażalni po świeżą kawę. Podobno kawa uzyskuje najlepszy smak między 8 a 30 dniem od daty prażenia. Wybrałam arabicę z Etiopii, która charakteryzuje się mocnym aromatem z akcentami owocowymi i niską kwaskowością. Nie mam w domu młynka (błąd, trzeba zakupić), więc zmieliliśmy kawę na miejscu wybierając opcję "na grubo" aby fusy nie przedostawały się przez filtr french pressa (drobno mielona przeznaczona jest do ekspresów ciśnieniowych). Choć niektórzy twierdzą, że kawa drobno mielona lepiej oddaje swój aromat.
Gdy już jesteśmy w posiadaniu dobrej wody i dobrej kawy, możemy przystąpić do pracy. Należy wybrać odpowiednie proporcje. Kawa przygotowywana metodą "cold brew" jest mocniejsza i bardziej aromatyczna od tej parzonej tradycyjnie, więc lepiej nie przesadzić. Gdy przeczesywałam internet w poszukiwaniu idealnych proporcji, trafiłam na sporo propozycji: 60g/l, 100g/l, mnie najbardziej smakuje 80g/l. Z reguły przygotowuję kawę z 500ml wody, więc potrzebuję 40g kawy.
500ml wody o temperaturze pokojowej
40g kawy grubo mielonej
filtry do kawy + sitko
dzbanek
Kawę wsyp do dzbanka french pressa i zalej wodą. Po 10 minutach wymieszaj, aby usunąć kawowy kożuch (niech kawa ma jak najlepszy kontakt z wodą). Przykryj dzbanek folią spożywczą i odstaw w ciemne, chłodne miejsce na 12 godzin (najlepiej zrobić to wieczorem).
Następnego dnia ściągnij folię, załóż wieko french pressa i sprasuj kawę na samo dno.
Tutaj moglibyśmy zakończyć, bo kawa jest niemal gotowa. Niemniej warto ja jeszcze przefiltrować aby pozbyć się pyłu i sprawić, aby nasza kawa była klarowna.
Jeśli tak, jak ja nie masz dripów lub chemexa, wystarczy Ci sitko i zwykły filtr do kawy. Umieść go w sitku i przelej wrzątkiem, aby zniwelować wszelkie niepożądane aromaty. Następnie umieść sitko na dzbanku i zacznij filtrować kawę. To może chwilę potrwać, ale warto.
Przefiltrowaną kawę przelej do butelki i przechowuj w lodówce do 10 dni.
Dla mnie, dotychczas kawowego ignoranta, kawa "cold brew" to prawdziwe odkrycie. Jest o wiele smaczniejsza od kawy z ekspresu ciśnieniowego czy kawiarki. W zależności od rodzaju użytych ziaren, możemy niemal całkowicie wyeliminować kwaśny posmak. Goryczka jest bardzo łagodna, co pozwala pić kawę solo wyłącznie z lodem. Serio! Gotowa kawa jest dosyć mocna, więc zaleca się jej rozcieńczanie, według potrzeb. Niektórzy mówią, że można dodać szczyptę soli.
Gdy choć raz przygotujecie kawę mrożoną z tak przygotowanym "ekstraktem", już nigdy nie wrócicie do studzenia espresso ;)
Sama kawy nie pijam wcale, ale pomysł podoba mi się na tyle, że może 'przetestuję' na mamie ;)
OdpowiedzUsuńPolecam, nagle można się przekonać do kawy bez mleka ;)
UsuńIntrygujące! Muszę wypróbować :)
OdpowiedzUsuńA ostatnie zdjęcie mnie oczarowało :)
Czekam na relację. Aha, kawę można podgrzewać! W końcu nie zawsze mamy lato ;)
Usuńgrrrr... ale idealny napój na orzeźwienie! i ochłodzenie :)
OdpowiedzUsuńOoo koniecznie do wypróbowania:) wygląda perfekcyjnie
OdpowiedzUsuńNie mam French Press. Ale sposób bardzo intrygujący. Ciekawe czy da się zrobić bez zaparzacza.
OdpowiedzUsuńOczywiście, choć tak jest po prostu szybciej :) Myślę, że wówczas warto przepuścić kawę dwukrotnie przez filtr.
UsuńPyszny sposób na kawę, piękne zdjęcia!!
OdpowiedzUsuńOj tak.. ostatnio też odkryłam Cold Brew.
OdpowiedzUsuńPs: Zdjęcie ostatnie wygląda tak, że mam ochotę sięgnąć po szklankę tu i TERAZ! :)
Cześć! Cieszę się bardzo, że w końcu bloggerzy kulinarni nieco przychylniejszym okiem spoglądają w stronę kawy. No bo skoro slowfood jest fajny, to czemu już zapomina się o slowcoffee? :)
OdpowiedzUsuńSkąd brałaś przepis na cold brew? Pytam, bo brzmi mi znajomo :)
PS.
Świetny blog, już zasubskrybowany i zafacebookowany. A jeśli chciałabyś się dowiedzieć czegoś więcej o kawie, to zapraszam z kolei do siebie :)
pozdrawiam!
Większość blogerów z pewnością pije dużo kawy, co odzwierciedla ilość porannych zdjęć z parującymi kubkami na fanpage'ach ;)
UsuńPrzepis na cold brew jest wypadkową moich poszukiwań na blogach polskich i (głównie) zagranicznych + własnych prób. Wydaje mi się, że nie da się zbyt wiele zawojować w tej kwestii. Może da się aromatyzować "napar", ale już wcześniej podkreśliłam, że jestem zupełnym laikiem ;)
I dziękuję! Jako fanka kawy w warstwie smakowej i wizualnej oczywiście odwzajemniłam gest ;) Zapraszam częściej!
Akurat CB jest metodą, gdzie nie da się aż tak dużo pofolgować ze smakiem, bo nie ma klasycznego procesu zaparzania, który wydobywa wszystkie zawarte w kawie olejki eteryczne. Zawsze będzie taki lekki, hmm, mdły posmaczek i mniejsza wyrazistość, zwłaszcza przy kawach o owocowo-cytrusowym profilu, zostanie on nieco stłamszony i "niewykorzystany". Dlatego na lato zdecydowanie polecam klasycznego dripa (może być nawet taki plastikowy za kilkanaście zlotych), przelewany normalnie gorącą wodą bezpośrednio na kostki lodu (waga kostek wliczona w wagę całego naparu, więc nie rozwadniamy nic, tylko niejako traktujemy te kostki jako wrzątek). No, tak w skrócie telegraficznym :)
UsuńA pytałem, bo w paru momentach po prostu nieco skojarzyło mi się z moim opisem na jednym forum kawowym (oczywiscie nie mówię o żadnym plagiacie, bo trudno tu odkryć coś nowego :D) i być może też to traktowałaś jako punkt zaczepienia.
pozdrawiam! :)
Dobra, smaczna i oryginalna kawa :)
OdpowiedzUsuńNie słyszałam o takim sposobie przyrządzania kawy. Jak będzie cieplej, to na pewno spróbuję.
OdpowiedzUsuń